"Tak lekko płynie w nas to lato, jakby biedronki nim powoziły..."
Dzień dobry!
Siedzę właśnie w idealnych warunkach, żeby napisać kolejnego posta wspomnieniowej serii.
Nie wyobrażam sobie mojego Międzybrodzia niewypełnionego
piosenkami Starego Dobrego Małżeństwa.
Już gdzieś tu krótko napomknęłam o tej jednej z uwielbianych płyt (klik),
dzisiaj bardziej rozwlekę temat.
Upał, kawa mrożona albo woda z kostkami lodu,
taras z najpiękniejszym widokiem na ziemi
i LUDZIE, którzy się tu przewijają.
To mam dokładnie na myśli, gdy nucę w myślach
"Bieszczadzkie anioły", "Leluchów" czy "Blues dla Małej".
Wchodzę do mieszkania, rzucam torby z wakacyjnymi bagażami,
otwieram balkonowe drzwi i uruchamiam wieżę z płytą.
To już wręcz naturalna czynność, taki odruch bezwarunkowy.
Co istotne, to jedyny krążek SDM, którego słucham wyłącznie tutaj.
Całą resztę płyt mam na półce w swoim pokoju, szczególnie te najnowsze,
ale U studni jest jakoś specyficznie złączona z górami,
co ma też swoje drobne wady-
1) kompletnie nie znamy współczesnych letnich hitów radiowych list przebojów;
2) zdarza się, że płyta na niektórych piosenkach już ledwo zipie...
"Może się spotkamy znów po kilku latach,
może właśnie tutaj będzie koniec świata..."
Och, kocham wracać na ten mój kraniec świata,
za każdym razem tak samo, z taką samą radością i wytchnieniem.
Nawet wtedy, gdy czeka mnie dużo pracy, gdy plan dnia nie wygląda na taki urlopowy,
bo przecież zawsze jest coś do zrobienia.
"I ciągle dal, za dalą dal, zawieje, śnieżyce i żar, i kurz..."
Ale dźwięki SDM, to nie tylko głos z głośników towarzyszący południowemu skwarowi,
to przecież też wieczorne śpiewy balkonowe lub ogniskowe,
podczas których ze znaczącymi uśmiechami wyśpiewujemy z mamą
między innymi "do was siostry mgławicowe ten zawodzący śpiew".
Mimo że bywa zawodzący, to przede wszystkim:
➡️ Śpiew, którym zarażamy odwiedzających nas gości-
przecież refrenu szybko się można nauczyć, zwłaszcza jeśli
"dobrze, że wróciłaś, kwiaty w wazonie, znów oswojone cicho piją wodę" powtarza się dziesięć razy
➡️ Śpiew, przy którym można się powzruszać z nadzieją,
że "spotkamy się u studni...być może, że na drugim świecie"
➡️ Śpiew, przy którym wygłupiając się całą rodziną można wyć
"ooooo Maaaajkaaaa, nie jestem Ciebie waaaaaaaaaaart!"
"ooooo Maaaajkaaaa, nie jestem Ciebie waaaaaaaaaaart!"
➡️ Śpiew, przy którym robi się romantycznie,
bo na to wcale nigdy "nie jest za późno"
I mogłabym tak w kółko i w kółko... ale nie o to chodzi.
Nie chodzi nawet o reklamowanie Krzysztofa Myszkowskiego i jego genialnych wykonań 😉
Chodzi o to, że życzę Wam nut w uszach,
które będą brzmiały dobrymi momentami o każdej porze dnia i nocy
"Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów..."
Takimi, do których chce się wracać i zupełnie się nie nudzą.
Muzyczna🎵






