piątek, 10 lipca 2020

O wspomnieniach zapisanych w muzyce cz.2

"Tak lekko płynie w nas to lato, jakby biedronki nim powoziły..."

Dzień dobry!

Siedzę właśnie w idealnych warunkach, żeby napisać kolejnego posta wspomnieniowej serii.
Nie wyobrażam sobie mojego Międzybrodzia niewypełnionego
piosenkami Starego Dobrego Małżeństwa.
Już gdzieś tu krótko napomknęłam o tej jednej z uwielbianych płyt (klik),
dzisiaj bardziej rozwlekę temat.


Upał, kawa mrożona albo woda z kostkami lodu, 
taras z najpiękniejszym widokiem na ziemi
i LUDZIE, którzy się tu przewijają.
To mam dokładnie na myśli, gdy nucę w myślach
"Bieszczadzkie anioły", "Leluchów" czy "Blues dla Małej".

Wchodzę do mieszkania, rzucam torby z wakacyjnymi bagażami, 
otwieram balkonowe drzwi i uruchamiam wieżę z płytą.
To już wręcz naturalna czynność, taki odruch bezwarunkowy.
Co istotne, to jedyny krążek SDM, którego słucham wyłącznie tutaj.
Całą resztę płyt mam na półce w swoim pokoju, szczególnie te najnowsze,
ale U studni jest jakoś specyficznie złączona z górami,
co ma też swoje drobne wady- 
1) kompletnie nie znamy współczesnych letnich hitów radiowych list przebojów;
2) zdarza się, że płyta na niektórych piosenkach już ledwo zipie...

"Może się spotkamy znów po kilku latach,
może właśnie tutaj będzie koniec świata..."


Och, kocham wracać na ten mój kraniec świata,
za każdym razem tak samo, z taką samą radością i wytchnieniem.
Nawet wtedy, gdy czeka mnie dużo pracy, gdy plan dnia nie wygląda na taki urlopowy,
bo przecież zawsze jest coś do zrobienia.

"I ciągle dal, za dalą dal, zawieje, śnieżyce i żar, i kurz..."


Ale dźwięki SDM, to nie tylko głos z głośników towarzyszący południowemu skwarowi,
to przecież też wieczorne śpiewy balkonowe lub ogniskowe,
podczas których ze znaczącymi uśmiechami wyśpiewujemy z mamą
między innymi "do was siostry mgławicowe ten zawodzący śpiew".
Mimo że bywa zawodzący, to przede wszystkim:
➡️ Śpiew, którym zarażamy odwiedzających nas gości-
przecież refrenu szybko się można nauczyć, zwłaszcza jeśli 
"dobrze, że wróciłaś, kwiaty w wazonie, znów oswojone cicho piją wodę" powtarza się dziesięć razy

➡️ Śpiew, przy którym można się powzruszać z nadzieją,
że "spotkamy się u studni...być może, że na drugim świecie"

➡️ Śpiew, przy którym wygłupiając się całą rodziną można wyć
"ooooo Maaaajkaaaa, nie jestem Ciebie waaaaaaaaaaart!"

➡️ Śpiew, przy którym robi się romantycznie, 
bo na to wcale nigdy "nie jest za późno"

I mogłabym tak w kółko i w kółko... ale nie o to chodzi.
Nie chodzi nawet o reklamowanie Krzysztofa Myszkowskiego i jego genialnych wykonań 😉
Chodzi o to, że życzę Wam nut w uszach,
które będą brzmiały dobrymi momentami o każdej porze dnia i nocy

"Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów..."


Takimi, do których chce się wracać i zupełnie się nie nudzą.

Muzyczna🎵


niedziela, 29 marca 2020

O wspomnieniach zapisanych w muzyce cz. 1

Jeżeli Twoje życie jest wypełnione muzyką,
nie musisz martwić się, że najpiękniejsze momenty gdzieś umkną Twojej pamięci,
bo dźwięki same staną się ich nośnikiem, niezależnie od tego jak wiele minie chwil.

Witajcie!

Dzisiaj pierwszy wpis z tej wspomnieniowej kategorii.
Tak naprawdę piszę go przede wszystkim po to, żeby samej dostrzec
tyle wydarzeń, za które mogę być wdzięczna,
bo kiedykolwiek do nich nie wrócę, urzeczywistniają się we mnie tamte dawne emocje.
Zamykam oczy i...nieważne już, że właśnie siedzę w domu na kwarantannie,
melodia prowadzi mnie zupełnie gdzie indziej 🎶

"Je vole" - Louane


Ostatnie miesiące gimnazjum, 
nasza grupa z rozszerzonego francuskiego,
 najwspanialsza nauczycielka pod słońcem, 
przyjaciele, 
film "Rozumiemy się bez słów"-
to był wyjątkowy dzień, który przeniknęły słowa
Moi kochani rodzice, odchodzę
Kocham Was, ale odchodzę.
Nie będziecie mieć już dziecka
Dziś wieczorem.
Nie uciekam, odlatuję
Zrozumcie dobrze- odlatuję
Wtedy myśleliśmy, że właśnie dorastamy, ale życie pokazało trochę co innego,
że jeszcze długa droga była przed nami.
Odlecieliśmy natomiast z murów, w których spędziliśmy niesamowite chwile,
nasze nastoletnie lata 😃 
W bardzo komfortowych warunkach odkrywaliśmy swoje mocne i słabe strony,
wzmacnialiśmy relacje, chwytaliśmy dni z niesamowitą energią.

Moje łzy utopiły moje przysięgi,
Mam ochotę iść do przodu
Tylko wierzyć w swoje życie
We wszystko, co jest mi obiecane,
Dlaczego, gdzie i jak
W tym pociągu, który się oddala
Z każdą chwilą
Byłam wtedy zupełnie kimś innym i z perspektywy czasu wiem,
że wcale nie chciałabym wrócić do tamtych lat,
bo dobrze mi z kroczeniem naprzód,
ale wiem też, że wiele zawdzięczam ludziom,
którzy w tamtym czasie mnie kształtowali, choć los sprawił, że nie ma ich już tak blisko.
To już nie wróci na żywo, ale wraca zawsze z tą przepiękną piosenką
i bardzo miło, że wraca ♥️

Nie uciekam, odlatuję
Zrozumcie dobrze- odlatuję

Bez papierosów, bez alkoholu, odlatuję...

Muzyczna

niedziela, 2 lutego 2020

Lubię wracać tam, gdzie byłem już

Powroty, ach, powroty!

Prawie osiem lat temu zakończyłam moją państwową edukację muzyczną,
otrzymując świadectwo z wyróżnieniem
po sześciu latach nauki gry na fortepianie
(oraz oczywiście całej gamie przedmiotów ogólnomuzycznych).
Dwa lata nie spojrzałam na swój instrument
i wtedy na pewno nie spodziewałam się,
że połączę moją przyszłość z muzyką,

Teraz na nowo siadam do gam, pasaży i etiud,
przygotowując rękę na bardziej szalone dzieła
i nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak szczęśliwa!
Robię to, co kocham, chociaż po takiej przerwie to ciężka praca,
ale tak wiele daje satysfakcji.
Co więcej, nie siedzę przy tym pianinie tak po prostu sama-
towarzyszy mi ukochana pani, która przeprowadziła mnie
przez cały pierwszy stopień PSM.
Czas jakby się cofnął,
tylko ja jestem zupełnie inna.
Jestem świadoma swoich decyzji i nie trzeba mnie przymuszać,
czerpię z tego radość i wiem, czego chcę.
Powiedziałam A, teraz trzeba iść za ciosem i tak aż do końca alfabetu.
Życzcie mi powodzenia!

Muzyczna

sobota, 1 lutego 2020

Płyta CD kontra Spotify

Hej!
Dzisiaj będzie post nieco refleksyjny- siedem powodów,
dla których stawiam płyty ponad aplikacją Spotify.
Tak, dziwne, bo przecież ten odtwarzacz prawie nie ma wad-
można słuchać wszędzie, wszystkiego i jakby to przeliczyć,
to w zasadzie kosztuje grosze.
A jednak...

Po pierwsze i krótkie, płyta zadowala wszystkie zmysły.
Można jej dotknąć, cieszy oko na półce piękną okładką
i to nieważne, że zbiera kurz, bo...

Po drugie- niesie wspomnienia.
Moja kolekcja nie jest jakaś zabójczo duża, liczy około 40 albumów,
ale dzięki temu nie ma tam przypadkowych pozycji.
Pamiętam przy jakiej okazji dostałam lub kupiłam sama każdą płytę.
Każda wiąże się z jakimś konkretnym okresem i fazą na konkretne gatunki.
Chociaż niektóre wyszły już z mody, nie wyszły z moich upodobań,
bo zwyczajnie są dla mnie ważne.

Po trzecie, płyty są dla mnie piękną pamiątką,
bo jestem tą szczęściarą, której udało się zebrać
troszkę autografów, które pozostaną tam na zawsze.

Po czwarte, słucham świadomie.
Dzięki płytom muzyka nie jest dla mnie tylko 
wypełniaczem pustych chwil w ciągu dnia ani zagłuszaczem ciszy,
nie jest też przerywnikiem, tylko celem samym w sobie.
Na telefonie łatwo jest kliknąć stop, bo akurat ktoś podszedł do mnie na przystanku.
W domu staram się tego nie robić i nie zaburzać całej tej historii,
którą akurat wokalista mi opowiada.
Takie używanie muzyki jak zapychacza trochę ujmuje jej wartości,
a przecież warto wyciągnąć z niej coś więcej.

Po piąte, to tworzy klimat w domu.
Najlepiej wprawdzie tworzyłby go gramofon,
ale takich udogodnień niestety nie posiadam...jeszcze 😉
Miło jest zaplanować czas, zapalając świeczki, otwierając odtwarzacz
i uzupełniając aktualny nastrój wkładając odpowiedni krążek.

Po szóste, leci w kółko- i to dobrze.
Mam takie płyty, które (datą wydania) są starsze ode mnie,
a mimo to mogłabym słuchać ich bez przerwy i nie zastąpi ich żadna
najnowsza, choćby najlepsza i najbardziej różnorodna playlista.
Przyjeżdżając w wakacje do Międzybrodzia, nie wyobrażam sobie
nie usłyszeć dźwięków z zielonego opakowania Starego Dobrego Małżeństwa.
To nic, że już trochę się tnie, że znam wszystko na pamięć,
bo to muzyka, która bezpośrednio łączy się z moim ukochanym miejscem.

Po siódme, lubię taką inność.
Podoba mi się to, że nie wszystko muszę mieć w telefonie,
no bo powiedzmy sobie szczerze, czego w dzisiejszych czasach
tam nie przechowujemy? 

Czy te niesamowite zalety płyt oznaczają, że sprzeciwiam się portalom z muzyką?
Zupełnie nie!
Nie wyobrażam sobie odtwarzać muzyki z płyt na imprezie😆
To byłoby zbyt skomplikowane i zbyt zajmujące czas.
Wygodnie jest zrobić różnorodną składankę z hitami dla każdego
i niepodważalna prawda- warto.
To jest przecież dla ludzi.
Chciałabym tylko zwrócić uwagę na to,
że muzykę, która jest samym pięknem i wywołuje emocje, warto celebrować.
Strasznie dużo można zgubić jeśli wykorzystuje się ją jako tło w opowieści.
Ona zdecydowanie zasługuje na ważniejszą rolę.

Pozdrawiam,
Muzyczna


P.S. A żeby nie było, że tak tylko gderam, wkrótce zapoznam Was chociaż częściowo z moim płytowym pudełeczkiem. See you soon!