Witajcie!
Ostatnio spełniło się jedno z moich największych marzeń,
a dokładnie miałam okazję być na musicalu "Metro",
który był przedstawiany w Spodku 10 marca.
Bilety kupiłam już dawno, zaraz jak dowiedziałam się,
że będzie wystawiany tak blisko.
Udaliśmy się w sześcioosobowym gronie.
Minusem był beznadziejny dojazd do Spodka,
co spowodowało półgodzinne opóźnienie w rozpoczęciu spektaklu.
Pozostałe aspekty mogę tylko chwalić.
Bez zastanowienia stwierdzam, że jest to absolutny hit,
dwudziestopięcioletnie już Metro wciąż zachwyca-
zarówno młodych jak i starszych,
tych, którzy je już oglądali i tych, którzy dopiero je poznają.
Sala była pełna, bilety wyprzedane, ponad osiem tysięcy widzów.
Napięcie wzrastało z każdą minutą przed rozpoczęciem,
a kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki "Metro"
i wyśpiewane przez Jana (Jan Traczyk) słowa:
"...do metra zejdź! Tam całkiem inne rządzą prawa..."
przeszły mnie ciarki.
Kolejnym momentem, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył
była piosenka "Chcę być Kopciuszkiem"-
naprawdę doskonale przeplatające się trzy czyste linie melodyczne.
Jeden z moich ulubionych utworów- "A ja nie" (wersja z Katowic- fragment)
nie porwał mnie tak jak inne, jednak Robert Janowski występujący
w pierwotnej wersji Metra (tej, z którą pierwsi w Polsce pojechali na BROADWAY!)
okazał się niezastąpiony (tu jego wersja)
Na szczęście wykonanie w dużym stopniu
wynagrodziło świetne oświetlenie, oraz efekty specjalne
w postaci fluorescencyjnych strojów tancerzy, jak również ich choreografia.
Niespodzianką okazał się dla mnie duet (Natalia Srokocz, Maria Tyszkiewicz)
"Wszystko jedno, czy słońce czy deszcz",
szczerze mówiąc, nie pamiętałam go z oryginału,
aczkolwiek sprawdziłam i rzeczywiście- był 😛
Brakło mi utworu "Hasła", który moim zdaniem niesie bardzo mocny przekaz
i jest wykonywany przez wszystkich wokalistów razem
oraz "Na strunach szyn" wykonanego w całości, ponieważ pojawiały się fragmenty,
porozdzielane w trakcie trwania całego przedstawienia.
Moim zdaniem, nie był to korzystny zabieg,
ale widać reżyser- Janusz Józefowicz, odgrywający mistrzowsko rolę Filipa,
miał ponownie swoją koncepcję.
To tylko on oraz niezastąpiony Mariusz Czajka pozostali ze starej obsady.
Chociaż fabuła ogólnie pozostała niezmieniona
(bo przecież jak tu zmieniać coś doskonałego! 😊)
jednak niektóre elementy i dialogi zostały przeniesione do współczesności,
co wcale nie umniejszyło zalet musicalu,
bo przecież:
"Świat się zmienia, padają mury, otwierają się granice
Teatr też się zmienia...
Niezmienne pozostają tylko marzenia...
Marzenia młodych ludzi-
nasze marzenia"
Bilety kupiłam już dawno, zaraz jak dowiedziałam się,
że będzie wystawiany tak blisko.
Udaliśmy się w sześcioosobowym gronie.
Minusem był beznadziejny dojazd do Spodka,
co spowodowało półgodzinne opóźnienie w rozpoczęciu spektaklu.
Pozostałe aspekty mogę tylko chwalić.
Bez zastanowienia stwierdzam, że jest to absolutny hit,
dwudziestopięcioletnie już Metro wciąż zachwyca-
zarówno młodych jak i starszych,
tych, którzy je już oglądali i tych, którzy dopiero je poznają.
Sala była pełna, bilety wyprzedane, ponad osiem tysięcy widzów.
Napięcie wzrastało z każdą minutą przed rozpoczęciem,
a kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki "Metro"
i wyśpiewane przez Jana (Jan Traczyk) słowa:
"...do metra zejdź! Tam całkiem inne rządzą prawa..."
przeszły mnie ciarki.
Kolejnym momentem, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył
była piosenka "Chcę być Kopciuszkiem"-
naprawdę doskonale przeplatające się trzy czyste linie melodyczne.
Jeden z moich ulubionych utworów- "A ja nie" (wersja z Katowic- fragment)
nie porwał mnie tak jak inne, jednak Robert Janowski występujący
w pierwotnej wersji Metra (tej, z którą pierwsi w Polsce pojechali na BROADWAY!)
okazał się niezastąpiony (tu jego wersja)
Na szczęście wykonanie w dużym stopniu
wynagrodziło świetne oświetlenie, oraz efekty specjalne
w postaci fluorescencyjnych strojów tancerzy, jak również ich choreografia.
Niespodzianką okazał się dla mnie duet (Natalia Srokocz, Maria Tyszkiewicz)
"Wszystko jedno, czy słońce czy deszcz",
szczerze mówiąc, nie pamiętałam go z oryginału,
aczkolwiek sprawdziłam i rzeczywiście- był 😛
Brakło mi utworu "Hasła", który moim zdaniem niesie bardzo mocny przekaz
i jest wykonywany przez wszystkich wokalistów razem
oraz "Na strunach szyn" wykonanego w całości, ponieważ pojawiały się fragmenty,
porozdzielane w trakcie trwania całego przedstawienia.
Moim zdaniem, nie był to korzystny zabieg,
ale widać reżyser- Janusz Józefowicz, odgrywający mistrzowsko rolę Filipa,
miał ponownie swoją koncepcję.
To tylko on oraz niezastąpiony Mariusz Czajka pozostali ze starej obsady.
Chociaż fabuła ogólnie pozostała niezmieniona
(bo przecież jak tu zmieniać coś doskonałego! 😊)
jednak niektóre elementy i dialogi zostały przeniesione do współczesności,
co wcale nie umniejszyło zalet musicalu,
bo przecież:
"Świat się zmienia, padają mury, otwierają się granice
Teatr też się zmienia...
Niezmienne pozostają tylko marzenia...
Marzenia młodych ludzi-
nasze marzenia"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz